A GDZIE BYŁ TATO?

A gdzie był tato?A gdzie był tato, gdy agresywna matka tłamsiła dziecko?

Jestem przesycona. Zwykle, po ludzku przesycona ujadaniem na złe, tłamszące i agresywne matki. Bo to przecież ich wina, że córka skrzywdzona, a z syna ofiara. Powiedzenie, że każdy mizogin posiada matkę nie tylko stało się modne, ale weszło w kanon powiedzonek języka polskiego. A ja się pytam: a gdzie był tato?!

Gdzie był tato, kiedy mama tłamsiła syna? Gdzie był tato, kiedy jego córce była wpajana służalczość i niska samoocena? Przyglądam się zwłaszcza tym zranionym kobietom, które widzą złą mamę i biednego tatusia. Bo ponoć on też stłamszony. No boi się normalnie o połowę mniejszej kobiety. Gdyby nie ona, to on by kochał, pokazał, nauczył asertywności i stawiania granic.

Gdzie był tato, gdy mama obrażała? Na kanapie przed telewizorem. Z kolegami na wódce, albo ze znajomymi w parku. Dla odmiany na piwie. Albo po rozwodzie i wiecznie obiecywał, że odwiedzi. Albo w pracy, im dłużej, tym lepiej. Gdzie były jego granice i asertywność, gdy dla świętego spokoju pozwalał wyżywać się na dzieciach. Gdy dla własnej wygody scedował całe wychowanie w ręce toksycznej matki? Oddał jej kontrolę nad domem i nigdy nie stanął w niczyjej obronie? Siebie również nie obronił, bo przecież tak było prościej.

Gdzie był tato, gdy mama obrażała? Na kanapie przed telewizorem

No więc, gdzie był tato? Spieprzył w krainę spokoju, zwaną wyparciem i olaniem. A my przyzwyczailiśmy się do ciągłego obwiniania matek. Kiedyś wymawiano im uległość i brak obrony dzieci przed ojcem. Teraz uległość znowu staje się modna. Bo przecież matka musi być cicha, pokorna i wiecznie uśmiechnięta. Tylko wtedy ten zagubiony rycerz, mocarz o sprawnej świadomością łepetynie wyjdzie z kąta. Z ukrycia. Jego męskość i siła zaświecą najjaśniejszym blaskiem. Ale tylko na tle słabości.

Przypomina mi się porzekadło Mateusza Grzesiaka. Mówi w nim, że skrócenie kogoś o głowę nie sprawi, iż my sami urośniemy. Pozbawiona władzy matka, nie sprawi także, że ojciec zmężnieje. Bo do tanga trzeba dwojga, nawet tego pokręconego i zakrzywionego. Dominować bowiem można tylko wtedy, kiedy ktoś zechce ulegać. A jak ktoś chce ulegać, to niechętnie weźmie na barki odpowiedzialność za rodzinę. Zwłaszcza gdy jego wygoda wygrywa w walce o dobro dzieci.

Dodaj komentarz