CZY NA PEWNO SIĘ ZASTANOWIŁAŚ…

‚Czy na pewno się zastanowiłaś/eś zanim…?’ – głos rozsądku i samozwańczej inteligencji przywołuje Cię do porządku. Bo przecież nie jesteś w stanie dokonać odpowiedniej oceny, wyciągnąć odpowiednich wniosków. Bo przecież ktoś tam na pewno wie lepiej, a przynajmniej dużo więcej. Zwłaszcza gdy Twoje zdanie jest niezgodne z innym poglądem na świat.

Jak najlepiej zdyskredytować przeciwnika? Podkopując jego wiarę w siebie. Dając mu odczuć, że nie tylko nie wie, ale i nie czuje. Niczym małe dziecko nie potrafi dokonać odpowiedniego rozeznania. Tym samym nie potrafi o siebie zadbać, a jego doświadczenie życiowe jest mało warte. Niech więc lepiej zapyta, czy dobrze myśli. Albo nie, najlepiej niech nie pyta, tylko siedzi cicho i wypełnia polecenia. O tak, cisza, władza i bezpieczeństwo.

Bo przecież o nie się rozchodzi przede wszystkich, prawda? O iluzję bezpieczeństwa, że nikt nie zburzy fundamentów naszej ślepej i ulotnej wiary. We właściwy porządek świata, w którym dobro to my, a zło przychodzi w ciałach innowierców. W którym wszystko, co nowe i nieznane oznacza ból, cierpienie i jakiegoś bliżej nieokreślonego szatana. Albo przynajmniej pomniejszego diabła, przed którym ustrzeże nas zdrowaśka, albo spowiedź w konfesjonale.

Bo racja musi być po naszej stronie! Nie ta cicha, wynikająca z pewności. Ale ta głośna, idąca na wojnę z każdym myślącym inaczej. Z każdym wiatrem oznajmiającym zmiany. Bo na pewno przywieje też smród z jakiś kibli diabelskich otchłani. A tam orgia, uje muje i dzikie węże. I smród ponoć pokusą bywa.  Że jeszcze nam się spodoba – lęk zimnym potem po dupsku spływa.

Czy tak naprawdę się zastanowiliście?! – krzyczy, a w sercu podświadomy lęk mu się odzywa…

Dodaj komentarz