HOMO ERECTUS. DLACZEGO BÓG STWORZYŁ KOBIETĘ

Homo erectus. Dlaczego Bóg stworzył kobietę.

Podobno człowieczy gatunek o uroczej nazwie Homo erectus wyginął z powodu lenistwa.
Poważnie! Jacyś naukowcy na jakimś uniwersytecie starają się dowieść, albo może już w jakiś sposób dowiedli, że plejstoceńskiemu człekowi nie chciało się zadbać o dostęp do wody. Wolał umrzeć z pragnienia niż dowlec się kolejny raz nad mniej, bądź bardziej oddalone jezioro. O budowie studni nie wspomnę. Przy tym dopiero trzebaby było się namachać.

Abstrahując od prawdy mniej lub bardziej domniemanej, stwierdziłam, że cudaczna teoria ma sens. I wiele tłumaczy, jak choćby powstanie kobiety. Bo widzicie, taki Bóg podobno też się  kiedyś tam napracować. Gdy oddzielał niebo od ziemi, stwarzał drzewa, trawę i jakieś pomniejsze badyle. Gdy zaprojektował srajkolotki do ostrzału z powietrza, zwierza lądowego i wodnego, jakieś tarantule do zabawy i szczury do…no czegoś tam. On to wszystko trudem i znojem wypocił, a Homo erectus się nie chce. Ni się to bawi, ni podziwia, ni używa. Nic tylko leży i ślamazarnie dłubie w nosie.

Mister Bóg starał się zmotywować. Wymyślił Tygryska, Puchatka, Osiołkowi dopiął ogon, a Adamus dalej nic. Bo mu się nie chce. Więc się Bóg za przeproszeniem zdenerwował, walnął kurwaśkami i stworzył KOBIETĘ – szczyt jego inwencji twórczej i sprytu. Tu łopatka, tam udo, jeszcze dalej pierś, szyja i jakiś kudeł do ozdoby. I voila!
Wnet się pierwszy człowiek ożywił, gdy mu wiązankę wtranżoliła – że ona chce nad wodę!
Bo jej gorąco, pić się też zachciało, a srajkolotki optakały nad głową całą drzewną ozdobę.
„A ty Homo erectus śmierdzisz!” – zakończyła wywód marszcząc zgrabnym nochalem,
patrząc na pierwszego z człowieka z wielkim, wielkim żalem.

Erectus by nie posłuchał, gdyby to była raz powiedziała. Ale ona jak katarynka, umiaru nie znała.
Chciała i wody do picia, i do kąpieli. Domu i samochodu, pierścionka i sukienki w bieli.
I nie ma, że się nie chce. Smrodu nie toleruje, za brud tępi i patelniakuje, tudzież drewutnią po łbach wałkuje.
A jak się stawiasz, to jazgot się z jej krtani wydobywa. Lamentu nieziemskiego i płaczu wciąż przybywa.
Więc się męski człek poddaje, ubolewa, stęka, dyszy, ale z łoża wstaje!
Chcąc nie chcąc, działa, w przerwie wodą się napruje, obok domów drzewa sadzi i studnie buduje.
I czysty chodzi, bo buźkę przemywa i ciałko myje. I wiecie co? Przetransformowany wprawdzie, ale wciąż żyje!

Bóg – Bogowie – złośliwi, czy nie, jacy by nie byli,
kobietę właśnie dla przetrwania gatunku stworzyli…

Dodaj komentarz