KOBIECE WYMAGANIA

 

kobiece wymagania - uwaga

Seks i gotowanie – po co panom do tego panie?

Po necie krąży pewien długo transpirowany post o zawiłościach wymagań wobec nieszczęsnych panów. Wszystkie kobiece wymagania zostały nie tylko ujęte w przydługawą listę, ale również podzielone na kategorie. Dla ułatwienia zapewne, bo nie doczytałam do końca, ujęta rozgoryczeniem zacnej, mężczyźnianej mniejszości. Tak, jak najbardziej mniejszości, bo śmiem wątpić, że jakaś znakomita większość samczego rodu ogranicza swe oczekiwania do seksu i żarcia.  Tym bardziej pogrążyłam się więc w nieukrywanym smutku wzgardzonych panów. Doceniłam również wkład intelektualnej pracy i poddałam ją filtrowi ego-logicznemu.

Otóż, dysproporcja między wymaganiami jest zaiste rażąca. Podczas gdy panie pragną małżonka, ojca, syna, lekarza, kucharza, mechanika, psychologa, finansisty, osiłka, inteligenta, studenta, pracownika, przełożonego – i cholera wie kogo jeszcze – w pakiecie all inclusive, panowie dopraszają zaledwie jednej czynności oraz jednego produktu, który również można sprowadzić do czynności. A więc seks i gotowanie – tylko po co im do tego panie? Nie zrozumcie mnie źle, ale wśród natłoku kebabów, Donaldów i Subwayów nie trzeba już wybierać się na polowanie, a ugotować można sobie coś od biedy samemu. Liczenie na jakieś nieziemskie talenty kulinarne u płci pięknej może się za to spotkać z wielkim rozczarowaniem, upstrzonym galopem żołądkowo – jelitowym. Zaręczam.

Wszystko w nadziei, że go sobą zainteresuje i
do wymagań zmotywuje!

Pozostają więc czynności seksualne. Obok czystej mechaniki złotej rączki, podobno bardzo ułatwiają sprawę pewne portale zapoznawcze. Wystarczy się umówić. A gdy i to zaczyna być niewygodne ze względu na wysiłek, jaki trzeba włożyć w zaspokojenie cielesne partnerki, to przecież są jeszcze lalki! Gumowe i bardziej realne w stylu japońskich seksmaszin. Do wyboru, do koloru. I jaki minimalizm wymagań! Wystarczy nadmuchać, albo naładować baterię i już śmiga aż miło.

W czym więc tkwi problem? Może właśnie w tym, że wymagania panów sporo wykraczają poza umowne sypialniano-kuchenne? A skoro tak, to czasem trzeba się postarać. Samemu wrzucić coś do gara. Buca na ulicy w obronie małży potraktować z bara. Tylko, że się nie chce… Bo choć serducho ochoczo podskakuje, to dupa wciąż ciężko kanapę okupuje. W oczach biedak marnieje, nic tylko je i od piwa pęcznieje. No więc pani się o zainteresowania dla pana stara. Motywuje do sportu, wysyła na przełaje do pobliskiego Spara. Każdego dnia od nowa mu pokazuje, że go do życia pragnie i potrzebuje. Do męskiej stanowczości zachęca i dopinguje.

A on się miga, ślizga i starania mu nie w głowie. Kobieta zaczyna więc szukać niedoskonałości w sobie. Głodzi się, doskonali i kwalifikuje. Rozwija wszechstronnie, za bzdurne porażkami wewnętrznie biczuje. Wymaga od niego, ale i siebie nie oszczędza, bo lęk przed porzuceniem sen z jej oczu spędza. A wszystko to w nadziei, że go sobą zainteresuje i w końcu do wymagań zmotywuje! Wobec niej i siebie, bo wzajemności każdy potrzebuje…

2 Komentarze

  • smutny tekst….i pobieżny odczyt tego mema…. może nie powstają one z niczego …drugie dno zauważyć warto ….to krzyk

    • W jednym się zgadzamy – warto zauważyć drugie dno, a najlepiej dwa dna, bo na jednym nigdy się nie kończy.

Dodaj komentarz