NIEWOLNICTWO WYBOROWE

Wypot o niewolnictwie, które jest wyborem świadomym, choć podejmowanym nieświadomie

Niewolnictwo – świadomym wyborem?

Nie znam Kanye Westa. Pisząc ‚nie znam’, mam na myśli brak zainteresowania jego twórczością i życiem mniej, bądź bardziej osobistym. Już bardziej obiły mi się uszy jego żoną, panią Kim. O tym, że diva jest żoną, dowiedziałam się również niedawno. A może wiedziałam wcześniej, tylko zapomniałam? Choler wie. W każdym razie temat tej pary nieszczególnie mnie poruszał i być może dlatego dopiero teraz dotarłam do pewnych kontrowersji na temat pana Westa. Do tego jak ocenił niewolnictwo.

Odgrzewam więc stare kotlety odnosząc się do wypowiedzi Kanya, który w maju bieżącego roku naraził się ludziom o ciemniejszych odcieniach skóry. Ślepym na różnice w kolorystyce rasowej również. Pan raper powiedział w jednym z wywiadów  „Kiedy słyszysz o niewolnictwie przez 400 lat, przez 400 lat, to brzmi to jak wybór”, jak donosi i tłumaczy tygodnik Wprost. Podobno nawet przeprowadzający wywiad nie krył oburzenia. No bo niby jak niewolnictwo może być wyborem?! Dziennikarz Van Lathan zapewne w bardzo profesjonalny sposób stwierdził, że ma wątpliwości, by artysta w ogóle myślał.

Abstrahując od indywidualnych projekcji pana Vana, wyrażę swoje zaskoczenie idące w bardzo odmiennym kierunku. Pan West nie tylko myśli, ale nawet całkiem dobrze myśli! I nie, wcale nie uważam, że niewolnictwa nie było. Było i jest. Dzisiaj nawet większe, niż kiedyś. Często niewidoczne, zepchnięte do podziemi w myśl teorii cienia – to co wyparte nie znika, ale rośnie w siłę. Destrukcyjną, warto zauważyć. Z tym, że dzisiejsze niewolnictwo ma niewiele wspólnego z kolorem skóry.

Gdzie istnieje niewolnictwo? W głowach…

Ba! Wbrew oczekiwaniom co poniektórych, kolor skóry naprawdę mocno stracił na znaczeniu. No chyba, że jest to kolor biały, uważany coraz częściej za nędzny. Bo jak to już wiadomo z nurtów psychologicznych i uduchowionych, ofiara bardzo często obrasta w roszczenia i staje się katem, a kat ofiarą. Choć nie, zurück! Kata nigdy nie będzie chciał być ofiarą, zapatrzony w wyższość urojonej siły. A ofiara nigdy nie zechce zobaczyć w sobie kata. Bo  fajnie bywa być ofiarą. Można usadzić dupcie w fotelach i ujadać przed telewizorem. Żądać i oczekiwać litości. Można nawet wyrażać gwałt i agresję bez opanowania – ofierze można. Jest usprawiedliwiona.

Skoro więc od 400 lat – słowami pana Westa – mówi się o niewolnictwie, to widocznie niewolnictwo nie znika. Nie znika, choć od dawna nie ma już przymusowych plantacji dla Afroamerykanów. Nie ma również segregacji rasowych. Tych namacalnych. Bo w mózgownicach istnieją jak najbardziej, jestem o tym przekonana. Są wyborem. Istnieją na własne życzenie tych, którzy wcześniej walczyli o ich zniesienie. Dlaczego? Bo dużo łatwiej jest trwać w przeszłości, niż spojrzeć w przyszłość. Dużo łatwiej jest trwać w słabości, niż dostrzec własną siłę. Bo za siłą kroczy odpowiedzialność.

Słabość ofiary to w ogóle bardzo użyteczne narzędzie. Niezależnie od rasy, płci, czy kultury. Pozwala na marazm i zaniechanie. Usprawiedliwia gwałt i roszczeniowość. Oddaje i przenosi winy na innych. Tylko, że też ma swoją cenę. W końcu prowadzi do zniewolenia. Prawdziwego, choć często na pierwszy rzut oka niewidocznego.

Dodaj komentarz