TEORIA UBEZWŁASNOWOLNIENIA

Teoria ubezwłasnowolnienia

Niejaki profesor Stępkowski w swym wystąpieniu na WPiA wygłosił, że kobiety walcząc o własną autonomię, walczyły z własną kobiecością i naturą. Wystąpienie dotyczyło antropologicznego ujęcia feminizmu. Choć jako prawnik mister profesor nie  mógł się wykazać potrzebnym dla zagadnienia wykształceniem, zdobył je zapewne w swym prezesowym orędziu na Ordo luris. Nie będę wnikać w lęki poczciwca, które każą mu się strachać płci przeciwnej i dążyć do jej ubezwłasnowolnienia. Początkowo w sposób ideologiczny, oczywiście. Nie będę wnikać, bo to jasne.

Odbierając prawa dziecku, odbieramy je również matkom…

Czytając adnotację do powyższego, doznałam małego oświecenia kulturowo-politycznego. Tak to przynajmniej ujmę, bo równie dobrze może to być oświecenie z zakresu socjologii, religii, czy też teorii spiskowych, bajkowych, albo po prostu myślących inaczej. Jak zwał, tak zwał, ale i tak się nim podzielę. Oświeceniem – ma się rozumieć. Bo widzicie, ubezwłasnowolnienie jednostki, prowadzące do ubezwłasnowolnienia milionów ma swoje stały punkty hierarchiczne. Odbierając prawa dzieciom, odbieramy je matkom. Ojcom również, ale na pierwszy plan schodzą matki. Odbierając prawa kobietom natomiast, odbieramy je w przedłużeniu panom.

Zasada ta działa także w odwrotnym kierunku. Dając całkowitą wolność wszystkim powyższym – nieświadomym siebie i otoczenia ludziom – prowadzimy paradoksalnie do przejmowania kontroli jednych nad drugimi. Widać to bardzo dobrze na wahadełku dziejowym, o czym pogadałam sobie również za pomocą gardziołka w Granice wolności”.
Mechanizm jest dość prosty i polega na przymusie skupiania uwagi, co w praktyce zawsze wychodzi komuś bokiem. Sprowadzając dzieci do bezrozumnych istot, wymagających całodobowej kontroli – poza okresem pieluchowym, chodzikowym i jakimś tam jeszcze – tworzy z nich równie bezrozumnych dorosłych, a z rodziców strażników na bezpłatnych nadgodzinach.

Nie ma więc większej władzy nad człowiekiem, niż kierowanie jego lękami…

Postawienie maluchów na piedestale podmiotowym stwarza natomiast bezkarne cholery, których rodzice powinni tym bardziej pilnować, żeby nie skończyć w bezokiennej celi za podniesienie głosu. Z jakiej strony by nie ugryźć tematu, kontrola jest wskazana.
Jak wiadomo z teorii cienia, albo raczej ze wszystkich wypotów, które serwuję Wam do stópek – nadmierne kontrolowanie jednego aspektu pozbywa nas kontroli nad innym, który pozostawiony samopas zazwyczaj przejmuje władzę nad nami. Bo sobie działa jak chce, podstawiając nam od czasu do czasu wykoślawioną nogę. Nie ma więc większej władzy nad człowiekiem, niż kierowanie jego lękami – zwłaszcza przed samoodpowiedzialnością – i obarczanie go wolnością, bądź kontrolą nad innymi. Bo na jedno wychodzi.

Podobnie więc wygląda sprawa kobieca i starania w przywróceniu fundamentalistycznej ideologii. Odwołanie się do podświadomych lęków kobiecych działa jak najbardziej. I nie chodzi o grożenie wiecznym piekiełkiem za aborcję, czy sprzeciwienie się mężowi. Postulat samotności wystarcza całkowicie. A samotność jest przecież losem każdej brzydkiej feministki, prawda? Prawdziwym wabikiem jest jednak ‚opieka’ panów nad paniami. Niewieście serca miękną i poddają się w omdleniach. Mężczyźniane serca natomiast rosną w siłę. Wizja butnej męskości trzymającej pieczę nad trzodą domową z automatu napawa słodką tęsknotą.

Historia pokazała i wciąż pokazuje, że to nie działa. Ukazała też coś jeszcze. Bezmyślny i bezwolny pachołek / dziecko/ kobieta wymusza nad sobą stałą opiekę. Wymuszenie rodzi ucieczkę z jednej strony, agresję – choćby bierną i tłamszącą – z drugiej. Co najważniejsze jednak – skupia uwagę na niechcianych, bądź nadmiernych obowiązkach. Niekiedy całkowitą. A dookoła świat rządzi się własnymi prawami. Albo prawami tych, którzy obowiązków mają po prostu mniej, albo wcale…

 

Dodaj komentarz