WOJNA DAMSKO-MĘSKA. ODRZUCENIE WŁASNEJ MOCY.

Wojna damsko-męska. Odrzucenie własnej mocy.

Jestem feministką. Postanowiłam, że napiszę o tym wprost, żeby nie było niedomówień.
Jako typowa feministka, opowiadam się więc za ruchem wdrażania żeńskiej energii w obu płciach w okowy racjonalnego podejścia do życia i siebie. Ubolewam, widząc wszelkie przejawy wojny damsko-męskiej, w tym niesprawiedliwości, które spotykają panie. Od płci jednakiej i przeciwnej. I jak typową feministkę, o zdrowym podejściu do męskiego odbicia, nachodzi mnie nieraz smutny wkurw, gdy widzę wylewy jadu na panów. Od płci przeciwnej oczywiście.

Że skaleczałe niedojdy, że nieroby o wybujałym ego, bez wyobraźni i braku podstaw samokrytyki. Już nie wspominając o patriarchacie, który uwiązał połowę społeczeństwa do garów, a drugą do sztywnych, ograniczających klasowych podziałów. Nie napiszę, że to wszystko bujda na rolkach, bo różne okazy przewijają się przed oknami mojej świadomości. Tylko, że irytująca wina leży w wielu przypadkach po środku. Niestety. A wychodzi na wierzch w jeszcze bardziej irytującym momencie, kiedy w końcu zadamy sobie pytanie: DLACZEGO?

W ramach wiedzy zaczerpniętej ze źródeł psychologicznych, z teorii i praktyki cienia, wiadomo już wszem i wobec, że niszczymy to, co nam zagraża. Mężczyźni niszczą więc kobiety, a kobiety w efekcie chlastają ich kobrzanym jadem. W logicznym trybie przyczynowo – skutkowym powstaje więc pytanie: dlaczego panowie boją się pań? Bo skoro jest lęk, to musi być i moc. I to spora, która trwoży męskie serca od tysiącleci. A skoro jest moc, to dlaczego po nią nie sięgamy? No i czym do cholery jest ta moc?!

Dotychczas doszukano się wielu odpowiedzi. Wyjątkowa moc kobiet to podobno rodzenie dzieci, czego mężczyźni nam ponoć szczerze zazdroszczą. No cóż, bez dzieci nie było by dalszego życia. Śmiem jednak wątpić, że wybujałe ego skaleczałego niedojdy bez wyobraźni i chęci do pracy, zapragnęło gdzieś tam w czeluściach podświadomości wszystkich objawów ciążowych. 9-miesięczna częściowa niedyspozycja i bóle porodowe nie należą do największych szatańskich pokus na ziemskim padole. Choć oczywiście spotkałam wielu panów garnących się do tacierzyństwa, z partnerką, czy bez. Gdzie tu jednak ten wielki strach?

Kolejna teoria dotyczy tajemnej wiedzy kobiecej, a więc magii, jakżeby inaczej? Magia, to musi być to! Już wszelakiego typu kościelnicy mieli na tym punkcie jobla, czego rezultatem były wczesno-oświeceniowe polowania na czarownice. Bo przecież trzeba robić czary mary żeby wyjść na swoje. Nie wystarczy zwykłe JA CHCĘ I JA ZROBIĘ. Albo ja nie chcę i ja nie zrobię. Nie wystarczy czasem pogłówkować, poczytać, popytać i zrobić samemu. Skoro Ci się powodzi, to na pewno jakiś fokus pokus za tym stoi i zdechła krowa sąsiada. A zwykła wiedza jest bezużyteczna. Jak choćby o działaniu podświadomości, o popędach, pragnieniu i o ODRZUCENIU.

Nie powiemy więc, czego chcemy, bo to nie wypada. Nie zrobimy, bo przecież nie umiemy, a poduczyć się też nie chcemy. Bo za trudno. Za długo. I on nie zaczeka. Zdradzi, gdy nie poświęcimy mu uwagi. Odrzuci, gdy zwrócimy uwagę. Wystraszy się, gdy pokażemy, że potrafimy. Ucieknie, gdy wymagać zaczniemy. Gdy granice postawimy. Nie pokażemy więc, że pragniemy. Za to całkowicie się na nim skupimy i do robienia za nas zmanipulujemy. Albo zmanipulować spróbujemy. Czasem coś płaczem wymusimy. Gdy się za nas nie domyśli i nie pomyśli, fochem strzelimy. Terror ofiary wprowadzimy i dzieci uzależnieniem od mamusi zniewolimy. Żeby i one nas czasem nie odrzuciły.

A później się dziwimy. Że mężczyzna nie kocha. Że skupienia na sobie jest nauczony. Że dzieciak w siebie wiecznie wpatrzony. Że nikogo nasze pragnienia nie obchodzą, jeżeli już w słowach goryczy do świata się narodzą. Że wciąż robić wszystko same musimy, a pracy nie ubywa. Że wciąż za głupsze uchodzimy, choć o siebie nie zawalczymy. Że wciąż satysfakcjonującego związku stworzyć nie możemy, ale z kolei racjonalnością opartą na doświadczeniach chwalić się nie chcemy. I jedno boli w tym najbardziej – nieskuteczność poświęcenia własnych pragnień.
Bo gdy się na mężczyznach i innych skupiamy, to tak naprawdę siebie odrzucamy…a ich zniewalamy.

 

Dodaj komentarz