ZBAWIENNY BRAK

Gdy zbawiennego braku na święta brak…

Święta zbliżają się milowymi krokami i jak co roku w sklepach panuje przedświąteczna gorączka. Sprytnie podsycają ją reklamy, głoszące wszem i wobec, że Twoje roczne dziecko nie obejdzie się bez najnowocześniejszego smartfona. Ty sam zaś bądź sama koniecznie musisz mieć najdroższe wydanie kuchenki, samochodu, czy wystroju domu. Domu jako tako rokrocznie wymieniać nie wypada, ale może warto czasem jakiś zbudować? W święta na pewno otrzymasz najlepszą pożyczkę, kredyt, czy inne szmery bajery z działu lichwy. Żyć, nie umierać! Przynajmniej do Sylwestra. Potem to zwykle kac, łopata i zbyt zmarznięta do kopania ziemia. Wredna specjalnie tak marznie, bo inaczej zbyt wielu musiałaby pomieścić po kilkudniowym szaleństwie. A ja się pytam, po cholerę to wszystko?

Naprawdę nie można żyć bez najnowocześniejszego modelu czegoś tam? Ba! nie można żyć bez starszego modelu? Obserwuję dziatwę rodzinną i znajomą, wokół której skupia się gorączka prezentowa. Głośno mówią, że czegoś chcą, że na pewno coś dostaną, bo jak nie mama z tatą, to na pewno babcia obiecała. Albo dziadek, wujek, czy jakaś ciotka po kądzieli. Bo oni muszą coś tam mieć koniecznie. Wszystkie dzieci już mają, a jak nie mają, to niech zobaczą, że nasze lepsiejsze, fajniejsze, bo i my lepsiejsi niż pierwsza psia sraka na chodniku. Z tym, że o lepsiejszość od sraki nie trudno, a dziatwa iskrzy się i zapala bardziej od marzeń, niż od otrzymanego prezentu. Jasne, pokrzyczą trochę, poachają się i poochają przez tydzień, po czym rzucą w kąt i zapomną. Ewentualnie zgubią, bądź zniszczą.

Zbawienny brak lekarstwem na nudę?

Po cholerę dbać, skoro na urodziny, dzień dziecka i jakieś tam święta pomiędzy szopka zacznie się od nowa. Będzie skomlenie, spojrzenie kota ze Shrecka i typowa gadka, że wszyscy już mają. Bo jak wszyscy to i oni. W kupie ponoć tkwi siła, więc znowu wracamy do sraki. Trzeba w końcu być lepszym, jak nie od kogoś to przynajmniej od samego siebie. W posiadaniu oczywiście, bo wszystko inne to gorszący wysiłek. Obrasta więc KUPNAżeria w nudę, bo samemu się nie chce, a prezent cieszy przez chwilę. Do drugiej chwili zwykle nie dotrwa, popsuty, bądź przez przypadek zapomniany.

Nie lepiej więc poprzestać na drobnostkach? Jakiś miś, własnoręcznie upaćkany obrazek, czy napisany wierszyk? Albo samo wigilijne żarło! Przecież cieszy i nikt nie ma mu za złe, że tak szybko przemija. A wspomnienia trwają przez cały rok, aż do kolejnej michy usząt i barszczu. Kevin też się nie nudzi. Nie ważne, czy jest sam w domu, czy też w Nowym Yorku. Jego puszki z farbą wciąż na nowo wprawiają w zdumienie umysły widzów. Trzepnęło w łeb, a złodzieje żyją! Cuda, jak to w Wigilię. Bardziej wytrzymały poczeka do północy żeby pogadać ze zwierzakami. I jak co roku sobie ponarzeka, że pieseł z kotełką zamiast powiedzieć coś mądrego, tylko patrzą na niego z politowaniem. Po czym pójdzie spać – najedzony i zbawiennym brakiem przesycenia usatysfakcjonowany.

Bo w naszych czasach nie przesyt, tylko brak zaczyna być dobrem upragnionym. Tym bardziej drogocennym, im większy odczuwamy przed nim lęk…

Dodaj komentarz