ŻEŃSKOŚĆ TO NIE KOBIETA!

Zamknijcie oczy, bo polecę bluzgami. Wkurwiłam się i nie mam zamiaru tego ukrywać. Bo ile można, do cholery?! Ostatnie dwa tysiąclecia ery pochrystusowej wraz z poprzednimi kilkoma tysiącami – albo nawet milionami lat przyjmując również wkład dinozaurów w rozwój świadomości – powinny w końcu jasno i wyraźnie zagnieździć w nas zrozumienie, że żeńskość to nie kobieta, a męskość to niekoniecznie mężczyzna. A tu dupa. Jak grochem o ścianę. Stąd pierwsze primo – wprowadzam pojęcie MĘŻCZYZNOŚCI żeby odróżnić od męskości.

(…) Leży na trawie i wpierdala czekoladki, które w procesie przemiany ulatniając się zapachem fiołkowego siarkowodoru.

Drugiego primo odnosi się do reszty, bo kierowana niewyuczalną naiwnością i co jakiś czas odradzającą się nadzieją na nieznaną mi mądrość, czytam niekiedy te bzdety o kobiecym przyjmowaniu. I komentarze kobiet, które lgną do teorii bierności jak ćmy do ognia. I wiecie co? Bez odpowiedniej świadomości to my sobie możemy przyjmować wszystko, w tym cięgi od losu i ciosy w łeb. Bo jak się otwiera ramiona na wszystko, to i gówno z nieba przyleci przy odpowiednich wiatrach. Dlatego piszę: uczmy się brać (no luknij sobie chociaż o TU)! Ale nie, brać nie wypada. Bo co? Bo żeńskość! A ta podobno jest bierna jak krowa na wypasie. Leży na trawie i wpierdala czekoladki, które w procesie przemiany ulatniają się zapachem fiołkowego siarkowodoru. O przepraszam, nie wpierdala! Czekoladki same się wpierdalają. W końcu bierność zobowiązuje. Znowu podobno, bo i o tym przyszło mi napisać, o TU.

Pal licho wieki przed naszą erą, ale te późniejsze, zwłaszcza ostatnie dały piękny popis podziału na bierną kobiecość i aktywną mężczyzność – tona agresji w obupłciowym wydaniu, niedowartościowanie i brak wzajemnego szacunku. Jak się nie wyściubia nosa z domu, to wystarczy pobaraszkować z fejsbukiem. A dla odważnych i żądnych wiedzy polecam karty historii, o zwykłym ludzie. Nie o klasie arystokratycznej, która brzydziła się pracą i chyba stąd zasiała w co poniektórych upragniony mit kobiety odpoczywającej w zaciszach domowego ogniska. Bo zwykły lud nie zbijał fiołkowych bąków tylko zapierdalał w pocie czoła na mały procent arystokratycznego społeczeństwa. Święte macierzyństwo? To wynalazek minionego wieku mający dużo niższe pobudki niż jakaś tam nieokreślona świętość. Jeżeli nie miało się szczęścia o nazwie szlachetne urodzenie, albo kuferek mamony w czasach późniejszych, to dzień zaczynał się o świcie, a kończył o północy – nie przy dziecku, ale przy ciężkiej fizycznej pracy.

…powielamy wciąż to samo doświadczenie bez postępowej analizy i wniosków.

Uciekanie w upragnioną bierną żeńskość, umywanie rąk od odpowiedzialności oraz bajki o kopciuszkach znajdujących królewicza, który uwolni je od pracy zawsze kończyły się odwrotnością. Przymusową aktywnością, obarczeniem prawdziwą i wydumaną winą – choćby za gwałt, któremu winna jest ofiara – i nadmierną, zgubną dla ciała pracą.
Nosz kurwa! Czy naprawdę wiele trzeba żeby dostrzec w tym wszystkim błędne koło? Że powielamy wciąż to samo doświadczenie bez postępowej analizy i wniosków?
Bo co to za wnioski skoro wciąż wciskamy się w ciasne kaftany ról przypisanych nam, albo przez jakiegoś boga, albo przez biologię, na którą wprawdzie na co dzień sramy i rzygamy, ale i tak lubimy się powołać gdy braknie odpowiedniego uzasadnienia dla naszych bzdur.

Więc droga Kobieto, chcesz się otworzyć na przyjmowanie bez wiedzy o sobie – bo tym właśnie jest zamykanie się w energii żeńskiej – ? Powiem Ci, co dostaniesz. W PYSK. Jak Twoja matka, babka, prababka i każda prapra. Yin i Yang to nie kobieta i mężczyzna, ale człowiek. I jego dwie energie, które wyrażamy w zależności od płci, uwarunkowań formy i świadomości. Od pragnienia serca, które definiuje naszą drogę. A męskość? To przede wszystkim Twoja świadomość, która na tyle o Ciebie zadba, na ile ją tego nauczysz – w sobie. Bo tym jest właśnie OTWORZENIE się. Nie jakimś wydumanym przyjmowaniem bez ładu i składu, ale Twoją umiejętnością dopuszczenia do siebie nowej świadomości i obalenia iluzji starej. I wiesz jak to się odbywa? Sierpem, młotem i kowadłem. Bo niejednokrotnie musisz obciąć łeb krzywdzącym przekonaniom. Najczęściej jednak w cierpliwości i skwarze wybijasz formę dla własnej świadomość ucząc jej miłości do Ciebie – ucząc się miłości do siebie. I tyle – ten / ta tam między nogami. Ewentualnie dupa. Ulżyło mi.

2 Komentarze

  • Ha ha, ktoś nieźle nadepnął na Twój zagojony, wydawałoby się, odcisk 🙂 Ale dobrze, mogłaś się wyrzyć, pobluźnić i napisać ten świetny wypot! 🙂

    • Panuje poglądowa opinia, że jak coś jest przerobione, to nie wywołuje emocji. Bzdura. Emocje to energia, która współtworzy życie. A bluzgi to część kreacji. Co mnie boli – o tym piszę jawnie, bez parcia na pozór. Po co się silić na domysły?

Dodaj komentarz